środa, 10 października 2012

Do Jacka i Luki tęskność na jesień - czyli analogowo część trzecia.

Rozłączyliśmy się na kilka dni i ciężko znoszę to rozstanie. Tęsknię za Luką i Jackiem tak bardzo, że śnią mi się po nocach, snuję się bez sensu po pustych pokojach. Ciężko wracać do domu, gdy nikt nie czeka, nie cieszy się na mój widok i nie ma się do kogo odezwać. Ale powoli rozłąka się kończy i rodzina będzie wkrótce w komplecie :-)
Zamykam zatem ten cykl analogowy naszymi zdjęciami. Jak widać część jest mojego autorstwa, a część Jacka.








Tym razem jako bonus zdjęcie z "polowania na analogowego zwierza" ;-)) Pod obstrzałem :-)) Analog kontra cyfrówki :-) Kto wygra, kto odpadnie?


wtorek, 9 października 2012

Jesienne detale, czyli analogowo część druga







Poprzednio był kotek, a czy to nie przypomina wieloryba? ;-))


poniedziałek, 8 października 2012

Moje wrocławskie zakątki, czyli analogowo część pierwsza.


I po weekendzie. Spędziłam go z dala od komputera i internetu, ale za to blisko natury. Dużo chodziłam po lasach, oddychałam świeżym powietrzem i cieszyłam oczy pięknymi kolorami jesieni.

Początek nowego tygodnia przyniósł bardzo miłą wiadomość, że jeden z moich ulubionych pisarzy Marek Bieńczyk otrzymał nagrodę NIKE! Znacie jego książki i piękne opowieści o winie?

Przyszedł czas na moje analogi. Cześć pierwsza z Wrocławiem w roli głównej. Moja okolica i miejsca spacerów.





 





 I bonus w postaci kota na słupku :-)



Życzę wszystkim zaglądającym pięknego nowego tygodnia :-))


piątek, 5 października 2012

Miłego weekendu i ... mała zapowiedź.

Zafascynowana analogowymi zdjęciami Ptachy, Jo, Ady, Heidi, Moniki, Jagody... sięgnęłam i ja po Zenita, żeby sprawdzić czy i mnie coś z tego wyjdzie. Mam już efekty i wkrótce je tutaj zaprezentuję, tylko pomyślę jak je nazwać i pokazać.
Na razie zdjęcie zrobione przez Julię, jako zapowiedź moich analogowych zmagań ;-)
Miłego weekendu, dużo ciepła i słońca, pięknych jesiennych chwil :-))



czwartek, 4 października 2012

Książka numer dwadzieścia sześć i dwadzieścia siedem.



To były kolejne spontaniczne wybory książek na wakacje. Pierwszy niezbyt udany. Oczywiście zasugerowałam się tytułem i ciekawą okładką. Mam problem z literaturą amerykańską. Poza kilkoma wybitnymi pisarzami ciężko mi się do niej przekonać. Opowiadania Bowlesa przeczytałam, ale też nie zachwyciły mnie i nie wpłynęły na moje życie. Zatem darujcie sobie, jeśli kiedyś ta książka rzuci Wam się w oczy ;-)

Natomiast sporym odkryciem i to w najlepszym tego słowa znaczeniu był dla mnie tomik poezji Artura Międzyrzeckiego. Znałam go wcześniej głównie jako tłumacza. Wydawnictwo a5 i Wisława Szymborska, która tę poezję we wstępie rekomenduje - mają rację - jego wiersze warte są odkrycia.
Tak jak Szymborska pisze o sobie, ja również nie mam daru pisania o poezji. Zacytuję tu zatem jej słowa, które być może również Was zachęcą do sięgnięcia do tych wierszy:
"Poważam tę poezję za stale obecne w niej stoickie męstwo, serdecznie lubię jej melancholijny humor i ogromnie podziwiam za ruchliwość wyobraźni - można ją porównać do kalejdoskopu o niezliczonej ilości kamyczków. Każdy nawet najdrobniejszy obrót magicznej lunetki to nowy wzór, nowy wiersz".