niedziela, 31 lipca 2011

Złodzieje rowerów.

Nie, nie będzie o filmie Vittorio de Sici, choć film był równie smutny, jak ja dzisiaj :-(( Mój rower nie był może jakimś cudem techniki ani okazem piękna, ale był mój i byłam do niego przywiązana. Przejechałam nam kilkaset kilometrów i miałam do niego wielki sentyment. A teraz... nie ma go. Dzisiaj rano Jacek wyszedł na korytarz i woła, że nam rower ukradli. Na początku myślałam, że to taki żart. Ale to nie był żart, tylko najprawdziwsza prawda. Zazwyczaj trzymamy rowery w domu, ale od tygodnia mój musiał stać na korytarzu z racji malowania. I to był błąd. Niech to będzie przestrogą dla innych. Nie myślcie, że macie tak kiepski rower, że nikt go nie zechce. Ja tak myślałam, ale jednak komuś się przydał. Pewnie teraz ten ktoś pije nalewkę za mój rower. Ehh.



piątek, 29 lipca 2011

Cytat na weekend

 "Za 20 lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w  żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj."

[Mark Twain]

Nic tak nie sprzyja podróżowaniu, odkrywaniu i spełnianiu marzeń jak lato. Niektórzy mają urlop, niektórzy na razie tylko wolny weekend. Wszystkim życzę, aby w ten letni czas zrobili coś, o czym od dawna marzą, odbyli jakąś niezapomnianą podróż (również taką w przenośni), odkryli coś pięknego w sobie i poza sobą. Nie bójmy się trochę pobujać w obłokach ;-)




środa, 27 lipca 2011

Zdarzyło się - rok temu.

Nie mam nowych zdjęć z racji pracy, zajęć remontowo-domowych i festiwalu Nowe Horyzonty, zaglądam więc do swoich zeszłorocznych zdjęć.

Kromnów:



I deszczowy Karkonoski Park Narodowy:



Do niczego to lato...

My się remontujemy, ale są tacy, którzy teraz urlop mają...

A Luka kicha na to lato. Tym bardziej, że dzisiaj na spacerze solidnie przemokła.


czwartek, 21 lipca 2011

Żółto - zamiast słońca.

Słońce nie zamierza wyjść zza chmur, przeszukałam zatem moje zasoby i wyszperałam takie oto zdjęcie z lata 2009. Też nie było zbyt słoneczne, ale w trakcie jednej z wycieczek rowerowych trafiliśmy na starego mercedesa, który był cudownie żółty, a przy tym wyrastały z niego polne kwiaty. Czy to nie miły obrazek na deszczowy dzień? ;-)

czwartek, 14 lipca 2011

Hasanie po łąkach, polach i lasach...

Ostatni weekend był dla mnie trudny, a nawet męczący psychicznie. Jednak udało mi się trochę pohasać po łąkach, polach i lasach. Powędrowałam nawet trochę po górach. Oto kilka zdjęć bez opisów i specjalnego przywiązywania uwagi, gdzie to jest. Po prostu - na łonie przyrody. Choć niektórzy na pewno zgadną od razu, że to Karkonosze i Góry Izerskie. Samo patrzenie na te zdjęcia mnie relaksuje. To taka moja namiastka wakacji, które gonię, a one mi ciągle umykają, oddalają się...











piątek, 8 lipca 2011

Z ziemi włoskiej do... polskiej.

Ciągle we Wrocławiu odkrywam jakieś miejsca, których bym się po nim nie spodziewała. Jednym z takich miejsc jest cmentarz żołnierzy włoskich w Parku Grabiszyńskim. Miejsce to odkrył kiedyś przede mną Jacek, bo sama pewnie bym do niego nie trafiła. Park jest ładny sam w sobie.


Ale moja uwagę przykuł cmentarz żołnierzy włoskich.
Wikipedia mówi, że to cmentarz jeńców sprowadzonych przez Niemców po przegranej bitwie pod Caporetto w październiku 1917 roku. Spoczywa tu 1016 żołnierzy zmarłych w obozach jenieckich oraz 20 rozstrzelanych za próbę odsunięcia Mussoliniego od władzy.


Obelisk projektu Angelo Regrettiego, z napisem w języku włoskim: Pax – L'Italia ai suoi figli caduti nella guerra mondiale MCMXV-MCMXVIII (Pokój – Włochy swoim synom poległym w wojnie światowej 1915-1918)
<Niestety zdjęcie zrobiłam z boku zamiast z przodu, z napisem ;-))>



Po cmentarzu oprowadzała nas taka oto zwinna wiewiórka ;-)





piątek, 1 lipca 2011

W lesie...

Ostatnio kilka dni spędziłam w rodzinnym domu. Miałam okazję pospacerować trochę po lasach i łąkach. Potrzebny mi kontakt z naturą, gdy na co dzień mam tylko bruk i asfalt pod stopami. W lesie kwitną teraz naparstnice i jest zatrzęsienie poziomek. Tam oddycham pełną piersią...