poniedziałek, 24 września 2012

Książka numer dwadzieścia pięć... czyli czytanie na polanie.

To był jeden z letnich weekendów, choć tego na zdjęciach nie widać, bo szare chmury przesłaniały niebo.
Jacek biegał, a ja kontemplowałam w ciszy, czytałam książkę, patrzyłam w oczy polnym kwiatkom i odganiałam się od natrętnych komarów.
To taki mało uczęszczany zakątek Lasu Rędzińskiego, w który lubię uciekać, gdy mam dosyć miasta.
Bardzo przyjemnie czytało mi się książkę pana Coetzee w takich okolicznościach przyrody.
To kolejny noblista pochodzący z Afryki Południowej. Coś jest w tym zakątku świata, że rodzą się tam tak wspaniali pisarze. Wychwalałam tu jakiś czas temu Doris Lessing. Po przeczytaniu "Chłopięcych lat" Coetzee wydaje mi się lepszy, ale to się okaże po kolejnych książkach.
Serdecznie polecam.











29 komentarzy:

  1. na koleje takie chwile na łące przyjdzie Nam chyba poczekać do przyszłej wiosny/lata... chyba, że jesień pozwoli jeszcze cieszyć się ciepłymi temperaturami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Póki co grzeje i leżenie na łące jak najbardziej wskazane. Osiągalne jednak tylko dla tych, którzy mogą sobie zrobić wolne w środku dnia ;-)

      Usuń
  2. A mnie na łące/ ławce/ dworze rozpraszają muchy, koniki polne, ptaszki, w parkach ludzie, dzieci na rowerku, pieski,itp. Odrywam wzrok od kartki papieru, by obserwować to, co się dzieje dookoła. Może przeczytam kiedyś tę pozycję w zaciszu moich czterech ścian. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tam była taka cisza, że aż on mnie rozpraszała ;-) Też lubię czytanie w domu, ale na łące/w parku zdarza mi się nie często, więc to takie święto dla mnie.
      Pozdrawiam :-)

      Usuń
  3. Piękna koniczynka, ale dlaczego nie czterolistna? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano takie moje szczęście ;-) Jeszcze na czterolistną w życiu nie trafiłam. Ale wszystko jeszcze przede mną ;-)

      Usuń
  4. zanotowałam nazwisko, jutro idę do biblioteki, to może znajdę.
    Piękne trofea z wycieczki, najbardziej ujął mnie ten mały goździk ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chętnie poznam Twoje zdanie z lektury Coetzee.
      Goździk też tak mnie ujął, że zrobiłam mu całą serię, ale to chyba najbardziej udane ;-)

      Usuń
    2. Udało mi się dorwać Coetzee, ale nie Chłopięce lata, ale Czekając na Barbarzyńców i był to obraz starzejącego się urzędnika w jakimś wyimaginowanym miasteczku przy granicy. Lektura była dość trudna gdzieś na granicy bólu, a może niedobry czas na taką książkę? Może powinno się ją czytać, kiedy za oknem pięknie i zielono???
      pozdrawiam

      Usuń
    3. Ech, no widzisz, jak to czas, albo czas nieodpowiedni, albo może książka rzeczywiście nie za dobra...
      Ja na razie zabrnęłam w inne lektury i Coetzee daleko ode mnie, ale już wiem, żeby na razie omijać "Czekając na Barbarzyńców".

      Usuń
  5. bardzo mi miło! i żeby potwierdzić, że lubimy podobnych pisarzy - Chłopięce lata mam na półce:) też bardziej do mnie przemawia Coetzee, ale za wcześnie jeszcze na osądy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym bardziej mi miło :-)
      Ja też jeszcze nie osądzam, bo to dopiero pierwsza jego książka, którą przeczytałam.
      Serdecznie Cię pozdrawiam :-)

      Usuń
  6. O na takiej łące trudno skupić się na czytaniu:)
    Nie znam twórczości Coetzee. Nic a nic. Doris Lessing, owszem. Kiedyś. Ale ostatnio zmienił mi się gust (starość?) i wracając do starych lektur, nie odnajduję się. Też tak masz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi się tak zdarza, że to co kiedyś zachwycało, teraz zachwyca mniej. Chyba my się zmieniamy, nowe doświadczenia sprawiają, że inaczej pewne sprawy postrzegamy. Ale tyle jest książek do przeczytania, że nie ma co wracać do tego, co już przeczytane ;-)

      Usuń
  7. Miłe polecenie, fotki świetne... dobrze się pogapić

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :-)
      Serdecznie pozdrawiam :-)

      Usuń
  8. Zielony grajek :) bardzo mi się podoba :)
    O.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło, że dostrzegłaś tego zielonego gościa. Czyż on nie ma w sobie coś z kameleona? ;-)

      Usuń
  9. Manitou, jeszcze nie przeczytałam a już zobaczyłam, pomijając książkę ;), rzekę za książką - jak ja lubię tą jej nieregularną linię, zakręt za zakrętem ;), piękne okoliczności przyrody, nawet ten zielony potwór ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że muszę Cię wyprowadzić z błędu :-( To nie rzeka, a taki staw, oczko wodne, mała wylęgarnia komarów ;-) Ale do Widawy było tuż tuż, dwa kroki w prawo.
      Serdecznie pozdrawiam :-)

      Usuń
    2. nic to ;) ale wiedziałaś o którą rzekę mi chodzi ;)

      Usuń
  10. Czytałam tylko "Hańbę" Coetzee'go i jakoś nie przypadł mi do gustu :-o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, tak to już jest, że jedna książka jakiegoś autor jest świetna, a inna zupełnie nieciekawa. Ale chyba jednak jeszcze na coś się skuszę tego pana ;-)

      Usuń
  11. Życzę Ci jeszcze wielu takich przyjemnych ciepłych chwil :)) Jak większość, wolę czytać w mojej kanapie, a teraz przy migoczącym kominku. Coetzee to dla mnie nowość, ale zajrzę, zima długa przed nami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo :-)
      Ja też szykuję się na długie zimowe czytanie i wiele sobie po nim obiecuję ;-)
      Pozdrawiam :-)

      Usuń
  12. Miło, i to bardzo.
    Zielono, cicho, spokojnie, słychać swoje myśli - ujęcia dokładnie oddają to, co napisałaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż się uśmiechnęłam do swoich wspomnień tego miejsca po Twoich słowach, zamknięta w mieście usłyszałam tę cieszę i zobaczyłam zieleń :-)

      Usuń
  13. Wspaniałe zielone klimaty, wspaniała atmosfera. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz czekamy na kolory. A jest ich coraz więcej :-)
      Pozdrawiam!

      Usuń