wtorek, 6 listopada 2012

Książki numer: dwadzieścia dziewięć, trzydzieści, trzydzieści jeden i trzydzieści dwa.

Lubicie, gdy ktoś Wam czyta? Ja bardzo lubię :-) Najprzyjemniejsze jest oczywiście czytanie z dzieciństwa, łagodny, ciepły głos mamy, ulubione książeczki z serii "Poczytaj mi mamo" i wieczory, gdy całe życie zwalniało na parę chwil czytania.
Dzieciństwo minęło, mamy już nie ma..., ale został sentyment do słuchania, jak ktoś czyta. Audiobooki odkryłam całkiem niedawno i ten sentyment we mnie ożywiły. Pewnie, że wolę czytać sama, ale taka forma okazuje się bardzo praktyczna w warunkach, gdy ciężko jest sięgnąć po książkę: w zatłoczonym autobusie, tramwaju, pociągu, w czasie domowych prac, w podróży samochodem, nocą, gdy zapalenie lampki może komuś przeszkadzać, a nas dręczy bezsenność. Poza tym, gdy lektor jest dobry, potrafi stworzyć nawet z banalnej książki małe arcydzieło.
Ostatnio dotarł do mnie audiobook z książką fantasy. Znajomy nagrał mi i chciał poznać opinię. Nie przepadam za fantasy, ten gatunek do mnie nie przemawia. Niewiele książek tego typu przeczytałam.
"Igrzyska śmierci" Suzanne Collins okazały się w dodatku powieścią dla młodzieży i chyba lepiej jeśli młodzież po nią sięga. Spodobało mi się, że książka jest  bardzo zgrabnie napisana, przetłumaczona i ładnie przeczytana przez Annę Dereszowską. Przekonuje mnie też ogólna wizja świata po kataklizmach, wojnach, zdominowanego przez nieludzką władzę, gdzie ludzie walczą o to, by przeżyć każdy kolejny dzień. Reszta w większości mnie nie przekonuje. Momentami akcja jest tak żenująca i naiwna, że chyba tylko nastolatki jeszcze mogą się na to nabrać. Drugą cześć trylogii, "W pierścieniu ognia", zaczęłam słuchać, ale jakoś straciłam szybko do niej serce. Może kiedy indziej.
Jeśli potrzebujecie wciągającej lektury, żeby jakoś  zabić czas w długie zimowe wieczory, polecam. Ale jeśli szukacie lektury mądrej, coś wnoszącej do życia, to już niekoniecznie.


Jestem chyba za bardzo "zakorzeniona w życiu", do tego co tu i teraz i co mnie naprawdę dotyczy ;-) Dlatego bardziej do mnie przemawiają  reportaże niż powieści. Dwie książki z reportażami, które ostatnio przeczytałam połączone są osobą Mariusza Szczygła, którego książki już się u mnie pojawiały. Jedna książka to reportaże autorstwa Szczygła, a druga to zbiór reportaży innych autorów, które on wybrał.
"20 lat nowej Polski w reportażach według Mariusza Szczygła" to świetna lektura dla tych, którzy te 20 lat doskonale pamiętają, takich jak ja, dla której to 2/3 życia, jak i dla tych, którzy się gdzieś po drodze urodzili i mogą tu zobaczyć, jak ta Polska się zmieniała. Niektóre reportaże, nawet te starsze, nie tracą nic na aktualności. Aborcja, emigracja zarobkowa, problemy homoseksualistów, Amway, lansująca się młodzież - to tematy  ciągle bardzo żywe. Bardzo polecam ten wybór. Te reportaże czyta się naprawdę z wypiekami na twarzy, jak napisano w jednej z recenzji. To dopiero prawdziwe zwierciadło dla nas, Polaków.





"Kaprysik. Damskie historie" to z kolei niewielka, niepozorna książeczka, zmieści się w damskiej torebce, ale opowiada o zwyczajnych-niezwyczajnych kobietach, wzbogacona ich zdjęciami. Największe wrażenie zrobiła nam mnie historia pani Janiny Turek, która niemal całe życie opisywała szczegóły swego życia, tak że zostawiła po sobie pokój pełen zeszytów. Co ciekawe nie były to zbyt osobiste notatki, a jedynie takie które mówiły co zjadła danego dnia na śniadanie, obiad, kolację, kogo spotkała, z kim rozmawiała itp.





I ostatnia na liście to laureatka tegorocznej Nagrody Nike i moje największe rozczarowanie. Bardzo lubię Marka Bieńczyka, czytałam jego wcześniejsze książki i piękne felietony o winie. Ale ta książka, choć na początku bardzo mi się spodobała, ostatecznie mnie rozczarowała. Właściwie to taka książka nie wiadomo po co napisana. Zbiór felietonów na różne tematy, galeria postaci bliskich autorowi, jego wersja facebooka, tylko dalej nie wiem po co. Jest kilka świetnych reportaży w tej książce, o dziwo głównie te o osobach z dziedziny sportu, a nie literatury i sztuki, ale całość mnie nie zachwyca. No cóż, takie rozczarowania trzeba przeżyć.

6 komentarzy:

  1. Do mnie właśnie idzie pocztą Książka Twarzy. Ciekawa jej jestem.
    Pozdrawiam Manitou!
    O.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo ciekawa jestem Twojego zdania. Napisz, jak Ci się podobała.
      Pozdrawiam Cię bardzo ciepło.

      Usuń
    2. Manitou, przeczytałam, odłożyłam, może kiedyś do niej wrócę. Może ją trzeba czytać na raty?
      O.

      Usuń
    3. Obieżyświatko, właśnie tak sobie pomyślałam, że tej książki nie ma co traktować jako całość. I poczytuję niektóre eseje na wyrywki. Rzeczywiście, tak jest lepiej. Może taki był zamysł autora?

      Usuń
  2. Szanowna Manitou,

    Fikcja literacka nie przesądza tego, że dana książka należy do nurtu fantasy (jak wiele znasz gatunków literackich pozbawionych fikcji?). Tak samo jak fakt, że główna bohaterka 'gania' z łukiem. Gatunki fantasy i science fiction są równie odległe od siebie jak każde dwa inne wybrane w dowolny sposób.

    Jeśli zatem nie rozpoznajesz fantasy, to skąd pewność, że nie lubisz tego gatunku? ;-P

    Ale tak naprawdę, to najbardziej mnie zaciekawiły inne wnioski, które napisałaś.

    Skąd twierdzenie, że to powieść dla młodzieży? Chyba nie wynika to z tego, że główna bohaterka jest nastolatką? Równie dobrze można by twierdzić, że film 'I kto to mówi' jest dla niemowlaków, skoro niemowlę było głównym bohaterem...

    Strasznie chciałbym się też dowiedzieć, które fragmenty uważasz za żenujące i naiwne, i dlaczego. Niestety najwyraźniej moje zbyt małe oczytanie nie pozwala mi samodzielnie w sposób jednoznaczny tego odkryć, a chciałbym rozwijać się w swoim zrozumieniu literatury.

    Pozdrowienia,
    Winnetou

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny Anonimowy Winnetou ;-)

      Przede wszystkim nie uważam się za żadną literacką wyrocznię, nie uważam się też za wyjątkowo oczytaną. Wszystko, co tu piszę o książkach to moje bardzo subiektywne odczucia, czasem mogę tylko się tak bardzo zapędzić, żeby innym ludziom coś polecić.

      Nie odróżniam, jak się okazuje, fantasy od science-fiction ;-) Choć dla mnie "Igrzyska śmierci" w obu tych kategoriach mogłyby się zmieścić. Uczono mnie na studiach odróżniać rodzaje powieści, ale może niewystarczająco pilna byłam ;-)

      Dla mnie to powieść młodzieżowa (i tak jest promowana, chyba nie bez powodu), bo bohaterowie należą do młodzieży i postępują tak, że właśnie młodzież może się z nimi utożsamiać. Młodzież wg mnie jest tutaj grupą docelową. Bo to młodzież potrzebuje takich jasnych przesłań w książkach, potrzebuje właśnie takich jasnych podziałów, co dobre a co złe, myślę, że to głównie młodzieży podoba się ta mieszanka sensacji, romansu, krwi i reality-show (choć jak widać nie tylko młodzieży ;-). Przepraszam, ale mnie to nie pociąga, nie fascynuje.
      Moje zażenowanie wzbudziły te fragmenty poświęcone strojeniu się jak na konkurs piękności, któremu autorka poświęciła tyle miejsca w książce, wg mnie to może podobać się gimnazjalistkom, ale mnie już to nie bawi, dla mnie to było bardzo naciągane i niepotrzebne.
      Akcja książki, mimo że wartka, jest przewidywalna, przez co jednak momentami nuży.

      Ale to tylko moje zdanie i widziałam, że większość ludzi wypowiada się pozytywnie o tej książce, więc może ich powinieneś słuchać, nie mnie.

      Skąd od razu takie złe zdanie o sobie? "Małe oczytanie"? Bo ktoś ma inne zdanie na temat jakiejś książki, to od razu świadczy o braku lub nadmiarze oczytania?
      Być może to ja się mylę, może do czegoś nie dorosłam, czegoś nie dostrzegam i brak mi wiedzy, że nie doceniam tej książki.

      W każdym razie ja chcę już o tej książce zapomnieć, bo jest wiele innych, które mnie naprawdę poruszyły i wiele innych, które poruszyć mnie jeszcze mają ;-)
      I nikogo nie zamierzam przekonywać, że moje zdanie o jakiejś książce jest jedynym słusznym.

      Bardzo serdecznie pozdrawiam :-))

      Usuń