poniedziałek, 21 stycznia 2013
czwartek, 17 stycznia 2013
Szlakiem Walońskim, czyli złote widoki na Karkonosze.
Jak to dobrze, że w niby dobrze znanych mi okolicach, są jeszcze miejsca, które mogę zobaczyć po raz pierwszy lub odkryć na nowo. Pod koniec roku takim miejscem okazał się Szlak Waloński w okolicach Szklarskiej Poręby. Powędrowaliśmy tam jak widać w bardzo ponurą pogodę, straszącą deszczem i zimnym wiatrem.
Całej naszej wyprawie towarzyszył taki widok:
Punktami na trasie były: 1. Lipa Sądowa, 2. Chybotek, 3. Symboliczny Grób Karkonosza, 4. Złoty Widok
W Szklarskiej Porębie Dolnej podziwiałam, nieco zaniedbane dwa kościoły. Wymagają one ponownego odwiedzenia i przyjrzenia się.
Po drodze spotkaliśmy wiewiórkę, zajadającą lody ;-) Stała na środku górskiej łączki.
Na nadmiar śniegu wówczas nie można było narzekać. Zza lasu wyglądają dumne Śnieżne Kotły.
Potem mogliśmy się pochybotać na Chybotku. Niestety nie skorzystałam ;-)
A to miejsce, do którego muszę wrócić przy lepszej pogodzie. Przejmujący zimny wiatr nie pozwolił za długo cieszyć się Złotym Widokiem. Kiepskie zdjęcie tego nie oddaje, ale widok naprawdę zapiera dech w piersiach.
W Szklarskiej Porębie Średniej przystanęliśmy przy domu Wlastimila Hofmana, jednego z najwybitniejszych malarzy polskich XX wieku. Dom, w którym mieści się muzeum bardzo niepozorny i zaniedbany.
W drodze powrotnej nie sposób było nie oglądać się za siebie.
Wielkim miłośnikiem tych okolic był Jan Sztaudynger, na tablicach opisujących trasę, znajdują się jego fraszki.
Chyba i mnie dotknęła "Sopliców choroba" ;-))
wtorek, 8 stycznia 2013
Jeszcze o zimie.
Najładniejsza jest zima w górach, bez soli, piasku i błota pośniegowego. O takiej zimie się marzy, na taką zimę można się zgodzić. A jeśli jeszcze można pospacerować na nartach, to już prawdziwa radość z zimy. Zwłaszcza w taki dzień, jak ten, między Bożym Narodzeniem a Sylwestrem, w Jakuszycach.
Do wiosny jeszcze bardzo daleko, więc niech będzie chociaż taka zima:
Do wiosny jeszcze bardzo daleko, więc niech będzie chociaż taka zima:
czwartek, 3 stycznia 2013
Z Nowym Rokiem :-)
Nastał nowy rok, a ja dalej tu straszę tymi wesołymi świętami ;) W okresie świąteczno-noworocznym miałam tak słaby internet mobilny, że nie starczało na publikację postów i oglądanie blogów. Teraz dopiero zacznę nadrabiać zaległości.
Dziękuję Wam bardzo serdecznie za wszystkie miłe życzenia!
Życzę wszystkim zaglądającym tu szczęśliwego Nowego Roku, niech każdy jego dzień będzie przeżyty z sensem i poczuciem spełnienia. Wszystkiego najlepszego!
Na przekór pogodzie za oknem mam dla Was w prezencie słoneczną zimę w Jakuszycach, jakiej miałam szczęście zaznać tydzień temu.
Dziękuję Wam bardzo serdecznie za wszystkie miłe życzenia!
Życzę wszystkim zaglądającym tu szczęśliwego Nowego Roku, niech każdy jego dzień będzie przeżyty z sensem i poczuciem spełnienia. Wszystkiego najlepszego!
Na przekór pogodzie za oknem mam dla Was w prezencie słoneczną zimę w Jakuszycach, jakiej miałam szczęście zaznać tydzień temu.
piątek, 21 grudnia 2012
środa, 19 grudnia 2012
W uspokojeniu...
Grypa mnie położyła do łóżka i zmusiła do przerwania szalonego przedświątecznego biegu...
Ma to swoje dobre strony. Zatrzymałam się, zastanowiłam, wyciszyłam. Gorączka nie pozwalała mi przez jakiś czas czytać i myśleć, przeszłam więc taki sobie rodzaj detoksu ;-) Teraz będę mogła myśleć jaśniej i dostrzec to, co w tych nadchodzących świętach najpiękniejsze: spotkania z bliskimi :-) Reszta jest tylko dodatkiem...
Ma to swoje dobre strony. Zatrzymałam się, zastanowiłam, wyciszyłam. Gorączka nie pozwalała mi przez jakiś czas czytać i myśleć, przeszłam więc taki sobie rodzaj detoksu ;-) Teraz będę mogła myśleć jaśniej i dostrzec to, co w tych nadchodzących świętach najpiękniejsze: spotkania z bliskimi :-) Reszta jest tylko dodatkiem...
poniedziałek, 17 grudnia 2012
Książka numer trzydzieści sześć...
To chyba jedna z najlepszych książek, jakie w tym roku przeczytałam. Cieszę się, że do mnie dotarła, jestem wdzięczna osobie, która mi ją pożyczyła. Dumna jestem również z tego, że przeczytałam ją po czesku. To jak dotąd objętościowo najgrubsza książka, która przeczytałam w obcym języku ;-)
Książka bardzo ciekawa zarówno od strony formalnej (oryginalne zastosowanie dokumentów jako części narracji), jak i tematycznej (autorka włożyła sporo pracy, żeby książka była wiarygodna w kwestiach etnograficznych, historycznych). Fikcja miesza się tu z autentycznymi wydarzeniami.
Bohaterką książki Tuczkowej jest Dora Idesova, siostrzenica jednej z tak zwanych żytkowskich bogiń, u nas raczej nazywanych zielarkami. Jest ona przedstawicielką rodu, w którym umiejętności leczenia ziołami i wróżenia przyszłości przekazywane były z matki na córkę, z pokolenia na pokolenie. Większość z nich spotkała okrutna śmierć, uznawane przez wieki za czarownice ginęły na stosach, skracano je o głowę lub ginęły w niewyjaśnionych okolicznościach.Dora nie kontynuuje rodzinnej tradycji, interesuje ją ona raczej z punktu widzenia jej pracy naukowej, jako zjawisko etnograficzne. Chce również zrehabilitować swą ciotkę, posądzoną o współpracę z nazistami, zamkniętą w szpitalu psychiatrycznym, gdzie przyszło jej umrzeć.
Dziś nikt już nie zajmuje się "bogowaniem". Umiejętności nie zostały przekazane następnemu pokoleniu. Całe stulecia polowań na czarownice nie wytrzebiły ich tak, jak to się udało w dobie komunizmu.
Zafascynowało mnie w tej książce również piękne opisanie regionu Białych Karpat. Zapragnęłam tam pojechać i zobaczyć to niezwykłe miejsce.
Słyszałam na spotkaniu z autorką, że książka ta jest tłumaczona na język polski i ukaże się w 2013 roku. Jeśli kiedyś na nią traficie, serdecznie polecam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




























