Słońce nie zamierza wyjść zza chmur, przeszukałam zatem moje zasoby i wyszperałam takie oto zdjęcie z lata 2009. Też nie było zbyt słoneczne, ale w trakcie jednej z wycieczek rowerowych trafiliśmy na starego mercedesa, który był cudownie żółty, a przy tym wyrastały z niego polne kwiaty. Czy to nie miły obrazek na deszczowy dzień? ;-)
czwartek, 21 lipca 2011
środa, 20 lipca 2011
czwartek, 14 lipca 2011
Hasanie po łąkach, polach i lasach...
Ostatni weekend był dla mnie trudny, a nawet męczący psychicznie. Jednak udało mi się trochę pohasać po łąkach, polach i lasach. Powędrowałam nawet trochę po górach. Oto kilka zdjęć bez opisów i specjalnego przywiązywania uwagi, gdzie to jest. Po prostu - na łonie przyrody. Choć niektórzy na pewno zgadną od razu, że to Karkonosze i Góry Izerskie. Samo patrzenie na te zdjęcia mnie relaksuje. To taka moja namiastka wakacji, które gonię, a one mi ciągle umykają, oddalają się...
piątek, 8 lipca 2011
Z ziemi włoskiej do... polskiej.
Ciągle we Wrocławiu odkrywam jakieś miejsca, których bym się po nim nie spodziewała. Jednym z takich miejsc jest cmentarz żołnierzy włoskich w Parku Grabiszyńskim. Miejsce to odkrył kiedyś przede mną Jacek, bo sama pewnie bym do niego nie trafiła. Park jest ładny sam w sobie.
Ale moja uwagę przykuł cmentarz żołnierzy włoskich.
Wikipedia mówi, że to cmentarz jeńców sprowadzonych przez Niemców po przegranej bitwie pod Caporetto w październiku 1917 roku. Spoczywa tu 1016 żołnierzy zmarłych w obozach jenieckich oraz 20 rozstrzelanych za próbę odsunięcia Mussoliniego od władzy.
Obelisk projektu Angelo Regrettiego, z napisem w języku włoskim: Pax – L'Italia ai suoi figli caduti nella guerra mondiale MCMXV-MCMXVIII (Pokój – Włochy swoim synom poległym w wojnie światowej 1915-1918)
<Niestety zdjęcie zrobiłam z boku zamiast z przodu, z napisem ;-))>
Po cmentarzu oprowadzała nas taka oto zwinna wiewiórka ;-)
piątek, 1 lipca 2011
W lesie...
Ostatnio kilka dni spędziłam w rodzinnym domu. Miałam okazję pospacerować trochę po lasach i łąkach. Potrzebny mi kontakt z naturą, gdy na co dzień mam tylko bruk i asfalt pod stopami. W lesie kwitną teraz naparstnice i jest zatrzęsienie poziomek. Tam oddycham pełną piersią...
środa, 29 czerwca 2011
Na rowerze - w końcu razem...
Zrobiło się całkiem rowerowo na tym moim blogu ;-) Dzisiaj będzie o wycieczce, którą w końcu razem urządziliśmy sobie w Boże Ciało. W sumie przejechaliśmy 57 km. Pogoda nam sprzyjała i wybrana trasa uraczyła nas wieloma ładnymi widokami. Zapraszam do obejrzenia zdjęć.
Najpierw drogą na Wojnów... Pola niebieskie od chabrów.
Uroczy mostek nr 1.
I mostek nr 2. Te mostki umilały nam podróż, bo mogliśmy przemieszczać się z jednej strony rzeki na drugą.
Najpierw drogą na Wojnów... Pola niebieskie od chabrów.
Puls zaczyna powoli rosnąć. Jacek sprawdzał co jakiś czas na pulsometrze ;-)
System przeciwpowodziowy nie wygląda w tym miejscu zbyt solidnie.
Dojechaliśmy do niewielkiego, aczkolwiek bardzo uroczego i jeszcze ciągle takiego "prawdziwego" Lasu Strachocińskiego.
W Łanach, tuż za wałem, niespodzianka - kompleks sportowy, prawie jak na Euro 2012 ;-)
Nasza trasa wiodła drogą wysadzaną dębami, z których kilka to pomniki przyrody liczące po 200-300 lat. Mają nazwy od imion polskich królów. Ten na przykład to Bolesław Krzywousty.
W tej wsi mają bardzo złe psy ;-)
A to chyba najciekawszy punkt naszej wycieczki - zabytkowy dom i była kawiarnia przy przystani rzecznej. Ładnie opisane.
Dom nie wygląda na zamieszkany, choć pilnuje go bardzo głośny pies.
Ta część domu ma nawet nową rynnę.
Reszta się "nieco" wali.
No i słynny "most donikąd" w Łanach.
Widoki tutaj z Odrą w roli głównej są bardzo malownicze. Ale pamiętać trzeba, jak niebezpieczna jest ta rzeka i wiele razy nie pozwalała okolicznym mieszkańcom spać spokojnie. Na wałach jeszcze widać resztki worków z piaskiem.
Byliśmy już dawno poza Wrocławiem, a jednak nadal nas ścigał. Budowa Sky Tower i stąd jest bardzo dobrze widoczna.
Cieszy fakt, że rzeka jest wykorzystywana do transportu. Ta barka wracała z Wrocławia po dostarczeniu doń węgla.
I mostek nr 2. Te mostki umilały nam podróż, bo mogliśmy przemieszczać się z jednej strony rzeki na drugą.
Trafiliśmy na dzikie czereśnie i nie mogliśmy się od nich oderwać.
Były przepyszne. Takich w sklepach nie sprzedają ;-)
A to już śluza koło elektrowni wodnej Janowice. Tutaj mała pętla czasowa mi się utworzyła, gdyż od zdjęć z tego miejsca zaczynał się mój blog ;-) w 2008 roku link
Przez buszowanie w czereśniach, nie zdążyliśmy niestety zobaczyć jak barka przepływa przez śluzę...
Potem dojechaliśmy do Chrząstawy Wielkiej. Niewielka wioska, gdzie zachwyciły mnie lilie wodne, rosnące na przydrożnym stawie. Takie okazy widziałam tylko w Ogrodzie Botanicznym.
Z Chrząstawy próbowaliśmy dostać się do Leśnego Młyna, ale nie było żadnego oznakowania i trochę pogubiliśmy się w lesie. Było późno i trzeba było wracać do domu. Mamy jednak zamiar dojechać tam następnym razem.
Dziękuję za uwagę ;-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















































