piątek, 20 lipca 2012
Książki numer dwadzieścia jeden i dwadzieścia dwa... czyli spotkanie z literaturą czeską.
Dzisiaj dwie pozycje dla tych, którzy czytają po czesku. Jak wiadomo Czesi czytają dużo więcej niż Polacy i dużo też wydają. Emil Hakl to jeden z najwybitniejszych współczesnych pisarzy czeskich, natomiast pani o wdzięcznym nazwisku Katalpa, to młoda pisarka, która ma jeszcze przed sobą literackie sukcesy.
Obydwie pozycje przeczytałam w oryginale, ale książka "O rodzicach i dzieciach" jest również do zdobycia po polsku i bardzo ją polecam. To zapis spotkania i rozmowy między ojcem i synem, z knajpami i zakamarkami Pragi w tle. Ojciec i syn rozmawiają o rzeczach błahych i wielkich, o kobietach, rodzinnych relacjach, o przeszłości i przyszłości. Wyłania się w tej rozmowie prawda o kondycji człowieka, o tym, że na istotę naszego życia składa się wiele drobnych spraw, z pozoru nieistotnych szczegółów.
Natomiast "Je hlína k snědku?" to książka wpisująca się w krąg literatury kobiecej, a nawet feministycznej. Autorka głęboko wnika w kobiecą psychikę, odczucia, myśli. Bohaterka wiedzie nudny żywot żony przy mężu i próbuje znaleźć w tym nudnym życiu jakąś niezwykłość, dzikość. Nawiązuje romanse, eksperymentuje ze swoim życiem. W książce Katalpy najciekawsze jest przeplatanie się przeszłości z teraźniejszością, kompozycja książki zyskuje przez to kształt mozaiki.
czwartek, 19 lipca 2012
Weekend w Karkonoszach i Górach Izerskich.
Było krótko, z niepewną pogodą, ale za to blisko gór i ze spacerami po lesie.
Gdy wyruszaliśmy z Górzyńca w drogę do Szklarskiej Poręby góry nieśmiało wyglądały spod chmurnej pierzynki.
Potem kilka razy nas straszyło deszczem, ale nie daliśmy sięwykurzyć z lasu.
...i na miniaturce w Ogrodzie Bajek ;-)
Gdy wyruszaliśmy z Górzyńca w drogę do Szklarskiej Poręby góry nieśmiało wyglądały spod chmurnej pierzynki.
Odkryliśmy Zbójeckie Skały nad Szklarską Porębą. Kiedyś piękny punkt widokowy i miejsce tłumnie odwiedzane ze względu na gospodę, wieżę widokową i pomnik poświęcony feldmarszałkowi Helmuthowi von Moltke. Po wieży i gospodzie nie zostało śladu, a resztki pomnika wyglądają tak:
Zajrzeliśmy też do dawnych sztolni pirytu, które znajdują się przy szlaku na Zakręt Śmierci:
Potem był Zakręt Śmierci i piękna panorama Karkonoszy. Aczkolwiek jak zwykle dla mnie zacieniona chmurami ;-)
W lesie można się teraz wykarmić jagodami ;-)
Na drugi dzień była wycieczka do Karpacza, ale bardzo krótka i bardzo samochodowa. Popatrzyłam na Śnieżkę tylko z dołu...
...i na miniaturce w Ogrodzie Bajek ;-)
Powrót do Wrocławia. Żegnało nas niebo w niesamowitych kolorach:
Jak zwykle było za krótko i za mało w górach. Ale już planujemy kolejny wyjazd, tym razem z nastawieniem na wyższe partie Karkonoszy.
poniedziałek, 9 lipca 2012
Licencjat na 5 z wyróżnieniem :-))
Wielka radość u nas! Jacek obronił się na 5 z wyróżnieniem. Mam więc już w domu licencjonowanego fizjoterapeutę, w dodatku całkiem nieprzeciętnego :-)
Zaczęło się więc naprawdę zasłużone wolne od szkoły. Do prawdziwego urlopu jeszcze trochę, ale już nie trzeba się uczyć.
To doskonała okazja, żeby pośmiać się z humoru z zeszytów szkolnych. W Wrocławiu na ulicy Szewskiej stanęła wystawa plakatów Małgorzaty Lazarek, która genialnie zilustrowała kwiatki, które wypisują uczniowie. Zobaczcie sami:
Zaczęło się więc naprawdę zasłużone wolne od szkoły. Do prawdziwego urlopu jeszcze trochę, ale już nie trzeba się uczyć.
To doskonała okazja, żeby pośmiać się z humoru z zeszytów szkolnych. W Wrocławiu na ulicy Szewskiej stanęła wystawa plakatów Małgorzaty Lazarek, która genialnie zilustrowała kwiatki, które wypisują uczniowie. Zobaczcie sami:
"Krowa jak urwie koniczynę to żuje i połyka a owca odwrotnie"
"Spróchniały ząb czasu dotknął go swoim palcem"
"Pan Dulski był sterylizowany przez żonę"
"Kominiarz jak ptak - robi na dachu..."
"Szkapa wesoło merdała ogonem"
"W środku jabłka znajduje się ogryzek"
piątek, 6 lipca 2012
A może by zamieszkać w...
... domu dla bezdzietnych małżeństw?
Tak tak, dobrze przeczytaliście. Był taki projekt we Wrocławiu. Dzisiaj w tym budynku mieści się hotel, ale zaprojektowany został z myślą o bezdzietnych małżeństwach i osobach samotnych. To się nazywa projekt społeczny! Wyliczono, że dla bezdzietnego małżeństwa wystarczy 37 m2 z balkonem, a dla osoby samotnej 27 m2.
Budynek ten został zbudowany w 1929 roku na wystawę "Mieszkanie i miejsce pracy" - "Wohnung und Werkraum", słynna wrocławska WuWa.. Był budynkiem wzorcowym. Dziś to prawdziwy zabytek. Szkoda, że takie projekty się nie przyjęły ;-)
Budynków z WuWy jest więcej i pewnie jeszcze kiedyś do nich wrócę.
Jeśli chcecie więcej poczytać o tej wystawie : WUWA
Tak tak, dobrze przeczytaliście. Był taki projekt we Wrocławiu. Dzisiaj w tym budynku mieści się hotel, ale zaprojektowany został z myślą o bezdzietnych małżeństwach i osobach samotnych. To się nazywa projekt społeczny! Wyliczono, że dla bezdzietnego małżeństwa wystarczy 37 m2 z balkonem, a dla osoby samotnej 27 m2.
Budynek ten został zbudowany w 1929 roku na wystawę "Mieszkanie i miejsce pracy" - "Wohnung und Werkraum", słynna wrocławska WuWa.. Był budynkiem wzorcowym. Dziś to prawdziwy zabytek. Szkoda, że takie projekty się nie przyjęły ;-)
Budynków z WuWy jest więcej i pewnie jeszcze kiedyś do nich wrócę.
Jeśli chcecie więcej poczytać o tej wystawie : WUWA
Książka numer dwadzieścia i... koktajl jagodowy.
Listy to jedna z moich ulubionych form literackich. A listy wielkich pisarzy pociągają mnie szczególnie. Czyż to nie interesujące, jak Fredro mówił do swojej ukochanej, albo jak ukochana zwracała się do Joyce'a?
Bardzo chętnie więc sięgnęłam po korespondencję Dostojewskiego i jego żony. I zwracają się do siebie pięknie i czule w tych listach. Będąc już kilka lat po ślubie, mając kilkoro dzieci, gdy rozstawali się na czas dłuższy lub krótszy nie żałowali sobie czułości i ciepłych słów.
Anna Dostojewska zaczynała listy od słów : "Bezcenny mój i najdroższy Fiediczka!", "Nieoceniony mój Fiedoczka!", "Kochany i drogi mój przyjacielu, Fiediczka!", "Najukochańszy, złoty mój Fiediczka", a Fiodor do niej: "Najukochańsza moja gołąbeczko, Aniu!", "Nieoceniona moja, milionkroć ukochana moja Aniuto!", "Anieczko, moja najukochańsza przyjaciółko!", "Aniele mój!", "Najdroższa moja przyjaciółko i niezrównana moja żoneczko, Aniu!". W podobnym tonie są też zakończenia listów.
Listy te mogą momentami nużyć swoją powtarzalnością (gdy na przykład odpowiedź się spóźniała), dbałością o szczegóły w opisie zwykłych czynności, ale są przede wszystkim doskonałym dokumentem zwyczajnego życia niezwyczajnego człowieka. Rozczulające jest to jak martwi się o żonę i dzieci, gdy jest daleko od nich. W listach też uwidacznia się jak trudnym, żmudnym procesem jest pisanie literatury. Czekanie na wenę, często pisanie pod presją terminów. Ileż też w tym życiu przyziemnych problemów znanych zwykłemu zjadaczowi chleba - długi, lęk o to, czy starczy pieniędzy na utrzymanie rodziny.
Jeśli latem macie więcej czasu na czytanie i lubicie czytać literaturę epistolarną - polecam "Twój bez reszty..."
Do lektury polecam zimny koktajl jagodowy z listkiem mięty ;-) W sam raz na dzisiejszy upał!
środa, 4 lipca 2012
Co w trawie piszczy?
Tyle czasu minęło, a u mnie ciągle kobiety na wojnie ;-)
Wypadły mi nieplanowane wakacje od blogowania. A wszystko za sprawą pracy Jacka, która "pisała się" na moim laptopie. Trudno było kłócić się z takim argumentem, więc mam tu teraz pewne zaległości. Kolejne książki przeczytane i w czytaniu i parę nowych zdjęć czeka na opublikowanie. Stęskniłam się też bardzo za moimi ulubionymi blogami, czas Was poodwiedzać :-)
Powoli wracam. Po obronie w/w dyplomanty, która już w tę sobotę, już chyba na dobre.
Serdecznie pozdrawiam wszystkich zaglądających :-))
Subskrybuj:
Posty (Atom)



































