poniedziałek, 24 września 2012

Książka numer dwadzieścia pięć... czyli czytanie na polanie.

To był jeden z letnich weekendów, choć tego na zdjęciach nie widać, bo szare chmury przesłaniały niebo.
Jacek biegał, a ja kontemplowałam w ciszy, czytałam książkę, patrzyłam w oczy polnym kwiatkom i odganiałam się od natrętnych komarów.
To taki mało uczęszczany zakątek Lasu Rędzińskiego, w który lubię uciekać, gdy mam dosyć miasta.
Bardzo przyjemnie czytało mi się książkę pana Coetzee w takich okolicznościach przyrody.
To kolejny noblista pochodzący z Afryki Południowej. Coś jest w tym zakątku świata, że rodzą się tam tak wspaniali pisarze. Wychwalałam tu jakiś czas temu Doris Lessing. Po przeczytaniu "Chłopięcych lat" Coetzee wydaje mi się lepszy, ale to się okaże po kolejnych książkach.
Serdecznie polecam.











sobota, 22 września 2012

Taka piękna ruina...

Za chwilę zaczyna się kalendarzowa jesień. Za oknem zachmurzone niebo, tym cieplej wspominam dziś pewną piękną i słoneczną wycieczkę w Góry Suche. Naszym głównym celem było Sokołowsko. Ostatnio byłam tu 10 lat temu. Chciałam zobaczyć, co się zmieniło. Bardzo kibicuję temu miejscu. Chciałabym, żeby odrodziło się jak feniks z popiołów. Właśnie z popiołów - z żalem przyjęłam wiadomość, że piękny były kompleks sanatoryjny, od lat i tak już w ruinie, jakiś czas temu jeszcze nawiedził pożar.
Pewnie niewiele osób wie, że Sokołowsko było wzorem dla Davos. Istniało tu słynne na całą Europę sanatorium dla gruźlików prowadzone przez doktora Brehmera. Mówi się też, że zarówno uzdrowisko, jak i sama postać doktora były inspiracją dla "Czarodziejskiej Góry" Tomasza Manna.
Obecnie dawne sanatorium Brehmera jest w rękach prywatnych, Fundacja "In Situ" próbuje je remontować.  Jednak jak sami widzicie na zdjęciach ten budynek jest ogromny i koszt jego remontu przekracza chyba wszelkie możliwości finansowe.
Przedstawiam zatem kolejne magiczne miejsce na Dolnym Śląsku - Sokołowsko i mam nadzieję, że przetrwa ono nie tylko na zdjęciach...












Wędrując z Sokołowska przez Bukowiec do schroniska "Andrzejówka", odkryliśmy poniemiecki cmentarz, a raczej jego ruiny. Prawdopodobnie byli tu chowanie zmarli w sanatorium. Daty z nagrobków świadczą, że byli to głównie bardzo młodzi ludzie.

Tu była cmentarna kaplica.


Poprzewracane nagrobki, o których nikt nie pamięta...











Wszystko powoli zarasta bukowy las.


środa, 19 września 2012

Kolorowo.

Wkrótce będzie post o kolejnej dolnośląskiej ruinie. Taki już urok tego regionu, że co krok natykamy się na jakieś nieodżałowane cuda, które powoli znikają z powierzchni ziemi.
Dzisiaj jednak jeszcze jedno zdjęcie na przełamanie zaokiennej szarości. Te piękne kamieniczki znajdują się w jednej z bocznych uliczek w okolicach wrocławskiego Rynku. Ulica Więzienna, jeden z moich ulubionych zakątków Wrocławia.
Pozdrawiam ciepło i kolorowo :-))


wtorek, 18 września 2012

O maratonie wrocławskim na wesoło ;-)

 30. Hasco-Lek Maraton Wrocław już za nami, a raczej za Jackiem ;-)
Mój bohater jeszcze się regeneruje, pora więc powspominać ten wielki dzień.

Długa rozgrzewka przed biegiem. Kenijczycy już pewnie na 10 kilometrze, a Jacek się ciągle rozgrzewa.


No i wystartował. Przecisnął się w końcu przez tłum pomarańczowych koszulek biegaczy startujących na milę olimpijską  i poszedł jak burza.


Oczekiwałam go na 13 kilometrze i w końcu przyprowadził go jakiś pan na rowerze :-)


Radosna mina po pokonaniu morderczego podbiegu na Moście Milenijnym.

Uch, pot się leje.


I oto już 16 kilometr, jest dobrze!



Jeszcze tylko jakieś 3500 osób do wyprzedzenia...


... i mijają nowy stadion. Żeby tylko się na niego nie zagapili.


Hurra, przekroczył półmetek! Jeszcze tylko (!) jeszcze raz taki sam dystans.


W końcu znalazł godnego przeciwnika!


W okolicach 38 km niektórzy już szli, a on ciągle biegnie!



No i tu relacja się urwała. Fotograf musiał skoczyć do sklepu po piwo i nie załapał się na wbieganie na metę ;-)

I to ma być nagroda? Nie ma szampana??


Ja wam jeszcze pokażę! Przewrócę to drzewo!


Ale jednak pomedytował trochę i się uspokoił. Oto bohater, jego bohaterskie buty i medal.


A medal był w tym roku przepiękny.


I taki praktyczny ;-)


Pomocnikom zawodników medali niestety nie rozdawali...



Na koniec losowanie nagród i znowu samochód zgarnął ktoś inny. Za rok trzeba jeszcze raz wystartować, żeby wygrać.



I tak kolejny maraton przeszedł do historii. Jacek nie ogląda się za siebie i już myśli o Biegu Piastów.



Przy okazji pozdrawiam serdecznie pewnego dolnośląskiego maratończyka i bloggera, który mnie rozpoznał  :-))


piątek, 14 września 2012

Książka numer dwadzieścia cztery...

Wspominając o wakacjach nie mogę zapomnieć o książka, które podczas nich przeczytałam. Zebrała się spora lista. Zacznę od bardzo ciekawej pozycji (którą udało mi się wygrać konkursie ;-)


zdjęcie Weltbild

Jest to biografia Poli Negri. Ta wielka aktorka trochę po macoszemu traktowana jest w Polsce. Nie zrobiła co prawda kariery w filmie dźwiękowym, ale w kinie niemym jest gwiazdą światowego formatu. Dobrze więc, że taka książka powstała. Mariusz Kotowski, choreograf i reżyser mieszkający w USA napisał ją z prawdziwą pasją, bardzo rzetelnie. Bo też na to Pola Negri - Apolonia Chałupiec zasługiwała. Z książki wyłania się postać z artystycznym powołaniem, osoba nietuzinkowa, która znalazła się we właściwym miejscu i we właściwym czasie, żeby zabłysnąć w teatrze i w kinie, najpierw w Polsce i w Niemczech, a potem za oceanem.
Autor pisze o Poli z czułością, ale też ze szczerością, na przykład o jej zamiłowaniu do zbytku, ale też ma wiele współczucia dla jej niezbyt szczęśliwego życia osobistego.
Dzięki tej książce szczerze polubiłam Polę Negri. Niewiele widziałam filmów z nią i zamierzam to nadrobić.
Serdecznie polecam!