piątek, 8 kwietnia 2011

Pierwsza wiosenna wycieczka rowerowa.

To było na koniec marca, ale pojawiły się nowsze zdjęcia i ta wycieczka gdzieś mi się w tym wszystkim zagubiła. Ale przypomniałam sobie o niej na szczęście. To był jeden z tych pierwszych ciepłych dni, wystarczająco długich, by na rowerze pojechać za miasto w środku tygodnia, po pracy. Pojechaliśmy do naszego ulubionego Lasu Osobowickiego i na Rędzin, gdzie podglądamy budowę mostu i obwodnicy Wrocławia. W lesie wiosna dopiero się budziła. Teraz pewnie zawilce kwitną tam jak szalone i wkoło jest dużo więcej zieleni.


Pierwsze zawilce nieśmiało podnoszą główki.

Choć wokół jeszcze pełno zeszłorocznych suchych liści.

Pylon Mostu Rędzińskiego w oddali.

I kawałek obwodnicy za drzewami.

I jeszcze pylon trochę bliżej. Widać liny, które już są rozciągane.

Pod nogami za to stare walczy z nowym. Wiosenny kwiatek przebija się przez zaschnięte liście. To jest siła przyrody.



 Wiosenny zachód słońca nad Odrą.



Niebo nad Rędzinem poprzecinane śladami samolotów.

środa, 6 kwietnia 2011

Zadziwienie.

Nie było mnie przez weekend we Wrocławiu i cóż zastałam? Przyroda mnie zadziwia. Wczoraj na spacerze odkryłam kwitnące śliwy i kasztana, który chyba wyrwał się za wcześnie z tymi kwiatami.


wtorek, 5 kwietnia 2011

Wyszedł żuczek na słoneczko...

Chyba zatem i w górach wiosna zaczęła się już naprawdę. Żuczek wyszedł, pracował przy jakiejś kupce, ale oczywiście jak się nad nim nachyliłam, żeby zrobić zdjęcie, zamarł i udawał, że go tam nie ma. Urocze ;-)

Kaplica św. Anny i Dobre Źródło

Jeszcze kilka zdjęć z niedzielnej wycieczki. Miejsce znane i lubiane. Kapliczka doczekała się po latach remontu i jest jednym z ulubionych miejsc spacerów i wycieczek mieszkańców Kotliny Jeleniogórskiej i przyjezdnych turystów.
Przyciąga kapliczka, piękny widok na góry, ale też źródełko słynące z mocy przynoszącej szczęście w miłości, pod warunkiem, że nabierze się wody w usta i przebiegnie 7 okrążeń wokół kaplicy ;-) Kiedyś spróbowałam i się sprawdziło ;-))





poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Bergfriedenbaude - gorzkie żale nad ruiną.

Jest takie miejsce w Karkonoszach. Trafiłam do niego kiedyś przypadkowo i w ostatnią niedzielę powtórzyłam wyprawę, tym razem z aparatem, żeby uwiecznić coś niezwykłego. A raczej coś, co kiedyś było niezwykłe, a teraz zostało tylko wspomnieniem.
Obiekt ten znajduje się na szlaku z Miłkowa do kapliczki św. Anny i Dobrego Źródła w Sosnówce Górnej. 
Niewiele znalazłam informacji o tym obiekcie. Było to kiedyś schronisko, jakich Niemcy budowali sporo i które cieszyły bardzo dużą popularnością. Znalazłam tylko tyle, że nazywało się Bergfriedenbaude. 
Pogoda, niemal letnia, pokazała nam, dlaczego na schronisko wybrano właśnie to miejsce. Poza cudownym widokiem na góry, panuje tam jakiś wyjątkowy mikroklimat. Miejsce osłonięte jest od wiatru i tak słońce oświetla polanę, że rosnący tam kasztanowiec miał bardziej rozwinięte pąki niż te wrocławskie.
Zdjęcia schroniska, które znalazłam w internecie mnie oczarowały. Budynek w tyrolskim stylu był naprawdę przepiękny.


Jednak wraz z końcem wojny dla schronisko zakończył się okres świetności. Polacy zagospodarowali budynek na prewentorium dla dzieci. To przedłużyło żywot budynku aż (!) do lat osiemdziesiątych. Z 1982 pochodzą ostatnie zdjęcia jakie znalazłam. Dzieci przestały chorować na gruźlicę, to cieszy, jednak to okazało się zgubne dla budynku dawnej Bergfriedenbaude. Nie znalazł on nowego właściciela i popadał w coraz to większą ruinę. W końcu pożar dokończył dzieła i z tyrolskiego cacka można zobaczyć już tylko fragmenty. 
Serce mi się kraje jak widzę coś takiego. Wielki, wielki żal. 
Chodząc po tych ruinach, patrząc na sad, na walczącą resztkę przeszłości z wszystko pochłaniającą przyrodą, myślałam ile czasu jeszcze potrzeba, żeby ślad po schronisku zniknął.

Z nami kiedyś też tak się stanie...


Zdjęcia schroniska, a potem prewentorium można zobaczyć tutaj http://wroclaw.hydral.com.pl/35219,obiekt.html

Poniżej moje zdjęcia z ruin.


















A tak wyglądało to w latach dwudziestych:


piątek, 1 kwietnia 2011

Kwiecień czas zacząć.

To ostatni moment na uchwycenie naszego drzewa za oknem w pączkach. Zbliża się bardzo ciepły weekend i może się okazać, że w poniedziałek zastanę je już na początku kwitnienia. Teraz są jak symbol oczekiwania i nadziei. Wyglądają na kruche i delikatne, a jednak tkwi w nich ogromna siła i wola życia.

wtorek, 29 marca 2011

Slow life.




"Mądry człowiek nie zna pośpiechu; kto śpieszy się, nie jest mądry" - przysłowie chińskie.

Czas więc chyba zmądrzeć, zwolnić bieg, przyjrzeć się sobie i światu. Wiosna jest doskonałym momentem na taką zmianę stylu życia i myślenia.
W naszym życiu szykują się zmiany, które mam nadzieję, że przyniosą dużo dobrego. Będzie na pewno mniej stresu i więcej czasu, więcej uśmiechu i więcej zdrowia.
Fotografowanie na pewno jest zajęciem, które uczy dystansu i zwolnienia tempa. Bo zdjęć nie da się robić na szybko. Trzeba się zatrzymać, dostrzec szczegóły, pomyśleć nad kompozycją. I fotografia pozwala zatrzymać w czasie ulotne chwile, ludzi, przedmioty.
Na przykład pozwoliła mi zachować dwa kwiaty, które dostałam od Jacka. Teraz zostaną już ze mną na zawsze i będą mi przypominać jak wiele miłości dostaję.